Coraz częściej spotykam się z sytuacjami, w których kiedy słyszę jak na imię swemu potomkowi dali jego rodzice chce mi się śmiać. A to najbardziej ludzka reakcja. Czasami zdarza się również, że chce mi się płakać, bywam zdruzgotany, zmieszany, po prostu nie mogę tego przyswoić. O gustach się oczywiście nie kłóci, to co ma prawo nie przypadać do gustu mnie, pozostali mają prawo uważać za wzorzec – i na odwrót. Rzecz jednak w tym, iż jestem zdania, że niektóre imiona tak mocno wryte są w naszych głowach, tak jednoznacznie się nam z czymś lub kimś jawią, że ogromnym wyzwanie jest chrzczenie w ten sposób swych pociech, które dodatkowo noszą nasze nazwisko. Spotkałem się np. z maluchem o imieniu Adolf, i paradoksalnie nie był Niemcem. W swym życiu dostąpiłem okazji uścisnąć dłoń Albinowi, który kompletnie nie posiadał śnieżnobiałej skóry a nawet Alfonsowi, który notabene zarabiał na życie pracując w czasopiśmie – i nie była to podpucha. W sferze politycznej naszego kraju głośno działają również politycy o bajecznie brzmiących imionach Maria – jest przecież Pan Rokita a także nowy prezydent Komorowski – czy wam również coś tu nie gra? Jeżeli rozchodzi się o kobiety, moja przyjaciółka ma na imię Genowefa i nawet nie zadawajcie pytania czy ma na nazwisko Pigwa. Jest też Sonia, która kojarzy mi się z niedużym, bezbronnym szczurkiem, którego trzyma się w terrarium, no i Żaklina, której imię ledwo co przechodzi mi przez gardło. Myślę, iż im dłużej i intensywniej rodzice główkują nad imionami dla swych dzieci, tym gorsze są tego efekty.

This entry was posted on czwartek, Listopad 17th, 2011 at 20:06 and is filed under Bez kategorii. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

 

No Responses to “Skojarzenia”

Be the first to comment.

Leave a Reply